Przywidzenia
kartezjusz, leżąc na łóżku, patrzył w sufit tak długo,
aż za niebieską warstwą, której tu i ówdzie brakowało koloru,
zaczął dostrzegać wnętrze.
pchany nadzieją, wkrótce się w nim znalazł.
zdążył jeszcze pomyśleć, że wreszcie jest,
nim na zawsze zmiażdżył go mechanizm.
pamiętam, kiedy spadałem przez przestrzeń
- trójkąt - wielkości drzwi z wysuniętym progiem,
na którym w kucki siedział starzec.
upadłem pomiedzy nim a... wejściem.
zdobiony światłem korytarz pachniał smarem
i kwiatami.
ten szyfr, razem z twoim strachem tworzy właśnie ten mechanizm.
trójkąt był płaski kiedy spadałeś.
a potem ten korytarz w głąb niego...
to sen, czy jawa? co było dalej?
po wpisaniu człowieka w koło, da vinci nadal pracował.
póki dajmonion nie powiedział mu: dość, na boga!
chodź ze mną albo zostań z ciałem!
prawda nie potrzebuje liczby mnogiej, rozumiesz? wystarczy!
dobrze, niech tylko jeszcze raz popatrzę...
radosław mogilewski
(o moich machinach)